Dzisiaj mam nadzieję zaciekawić Was moim nowym projektem.
Zapraszam na:
http://trudnerozmowy.bloog.pl/
Mirek Rybałtowski
19.03.2008
Dzisiaj już 19 marca. Do wyjazdu pozostało nam zaledwie 11 dni. Aż trudno uwierzyć, że 18 miesięcy przeleciało tak szybko. Teraz mam natłok pracy. Podsumowuję wyniki. Staram się to zgarnąć w jeden zwarty artykuł. Mało czasu na cokolwiek. No i przyjęcia pożegnalne. Już 4 czy 5 za nami. W planach jeszcze przynajmniej 2. Ale poniedziałek 17 marca był inny.
Wybraliśmy się ze znajomymi do parku Safari w pobliżu góry Fuji. Piękne miejsce, godne polecenia każdem. Biekający na wyciągnięcie reki lew budzi emocje nawet w dorosłych facetach. Karmienie żyrafy podobnie. Pierwszy raz byłem z "Zoo" gdzie to ludzie byli za kratkami. Interesujące doświadczenie. Brama wjazdowa na teren parku przypomina trochę tą z "Jurasic Park". Zapraszam do galerii zdjęć.
http://picasaweb.google.pl/MirasRybaltowski/183JaponiaFujiSafariPark
Niedługo wracamy do Polski. Zdajemy sobie sprawę, że przyjazd do Japonii był kosmicznym wydarzeniem ale powrót do Polski może być jeszcze bardziej zaskakujący. Liczymy na Wasze wsparcie duchowe, poradę psychologiczną i wyciągniętą dłoń celem ułatwienia aklimatyzacji. :-)
Do zobaczenia wkrótce. Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia po powrocie do Polski również okażą się dla Was warte zajrzenia na tą stronę.
04.02.2008
Dzisiaj kilka zdjęć z maratonu, o którym szerzej rozpisywałem się przed kilkoma dniami. Na zdjęciach jestem ja, mój szef Profesor Urano oraz Muregi-san. Zdjęcia są tutaj:
http://picasaweb.google.pl/m.rybaltowski/177JaponiaZdjCiaZMaratonu24022008
03.03.2008
Dzisiaj relacja z wystawnego obiadu, na który zostaliśmy zaproszeni przez pediatrę Stasia. Pan doktor nazywa się Furuhashi-sensei i ma jedną ogromną zaletę. Ma kolegę, który jest szefem kuchni w jednej z najlepszych restauracji w Hamamatsu. Do tego ten kolega ma rodziców, którzy mają własną restaurację. I tak oto trafiliśmy do rodzinnej restauracji, w której pichcił dla nas syn właścicieli. Z relacji lekarza i studenta, który z nami był wynika, że jedzenie które spożyliśmy jest wyszukane, nawet jak dla Japończyków. A oto co jedliśmy.
Na początek poszła na stół ryba o twarzy konia. http://www.suisan.n-nourin.jp/oh/osakana/en/cook/cookery/kawahagi.html
Bardzo dobre sashimi (czyli surowa ryba). Oczywiście do tego mnóstwo dostawek, które trudno było zjeść a co dopiero zapamiętać ich nazwy. Staś oczywiście, staropolski zwyczajem, zażyczył sobie bułeczkę z masełkiem i dżemem. Gospodyni restauracji szybciutko sprostała jego zamówieniu biegnąc do pobliskiego 7&eleven. Pozwolicie, że nie zachowam kolejności podawanych potraw. Ale pośród tych smaków i zapachów trudno było się skupić na próbach zapamiętania takich szczegółów.
Kolejnym daniem były kałamarnice (ang: squid, jap: ika). http://www.japan-fishing.com/honbun/ika.html
Oczywiście akurat kałamarnicę jedliśmy dość często, pod postacią sushi, ale sposób w jaki została podana tym razem zachwycił nawet Furuhashiego.
Dalej kosztowaliśmy ośmiornicę (and: octopus, jap: tako), smażoną sardynkę (jap:iwashi) i ostrygi (ang: oysters, jap:kaki)http://japanesefood.about.com/library/pictures/bltako.htm
http://www.fegi.ru/prim/sea/fish1_3.htm
Kolejne danie trochę nami wstrząsnęło – ryba fugu. Wiele słyszeliśmy o tej rybie. Błąd kucharza w postaci uszkodzenia pęcherzyka żółciowego ryby skutkuje uwolnieniem neurotoksyny, która przerywa przekaźnictwo nerwowe. Ponoć w dalszym ciągu Japonii co roku ginie kilkoro osób z powodu błędu kucharza. A śmierć to straszna - przez uduszenia. Człowiek pozostaje w pełni świadomy a przestają działać tylko mięśnie, w tym oddechowe. Przepytaliśmy z zaniepokojeniem kucharza czy ma licencję. Uspokoił nas, że już od 20 lat kucharzy i nikt mu jeszcze w restauracji nie zszedł. A rybka smakowała pysznie. Pięknie też wyglądała na patyczku. Myślę, że nie byliśmy nawet w stanie docenić kunsztu kucharza gdyż nie mieliśmy żadnego porównanie.
http://en.wikipedia.org/wiki/Fugu
Dalej było już tylko dziwniej. „To jest coś wyjątkowego” zapowiedział kucharz i podał na malutkich talerzyczka rudawo-złote medaliony przekładane chyba pędami fasoli. 10 gram tej potrawy kosztuje 3000 jenów – dodał Furuhashi. Mowa o karasumi. O ile się orientuję to jest to sezonowana ikra pewnej ryby. Tutaj znajdziecie jak coś takiego przygotować. Szczerze mówiąc to wolałem nie wiedzieć co to jest. Smak bardzo oryginalny, silny i inny… Uli nie smakowało. Ja zjadłem dwie porcje za całe 6 tysięcy jenów mając nadzieję, że kucharz – przyjaciel Furuhashiego, nie karze nam płacić.
http://gsh.taiwanschoolnet.org/gsh2005/3901/make/e5403.htm
Kolejnym daniem był… wieloryb, czyli kujira. Jego surowe, czerwone mięsko jest bardzo smaczne, aczkolwiek niedoceniane. Nawet Japończycy jedzą je bardzo rzadko. Może dlatego, że Japonia została zmuszona do ograniczenia połowu wieloryba.
Na koniec zostawiłem came suppon – czyli potrawkę z żółwia. Wielka misa gorącej zupy z kawałkami mięsa i warzywami. Smak oryginalny. Pewnie nie zamówiłbym tego dania w restauracji. Po pierwsze znam lepsze smaki, po drugie na pewno jest to danie kosztowne.
Pojedliśmy, popiliśmy, pośmialiśmy się. Było bardzo fajnie. Po powrocie do domu jeszcze jakiś czas przelewało mi się w brzuchu. Ale spałem dobrze. Taka „dziwna” kolacja może nam się już nie zdarzyć. Furuhashi zapowiedział, że chciałby przyjechać do Polski. Ciekawe czym w Polsce możemy go ugościć ażeby zrewanżować się za ten posiłek. Bigos, kiszka ziemniaczana, flaki, kopytka, zrazy, tatar, kartacze, oscypek? Jakieś propozycje?
Nasz zdjęcia z tego spotkania znajdziecie tutaj.
http://picasaweb.google.pl/m.rybaltowski/174JaponiaObiadZFuruhashim
A na końcu niespodzianka. Filmik prezentujący typowe zachowanie dzieci japońskich czyli kanczio.
http://picasaweb.google.pl/m.rybaltowski/174JaponiaObiadZFuruhashim/photo#5173509552398502594
Pisałem o nim tutaj:
http://mirekrybaltowski.bloog.pl/d,1,m,2,r,2007,index.html?ticaid=6577002.03.2008
Nawet rodowici Japończycy nie często mają okazje obserwować tradycyjne japońskie wesele. Tradycyjne to znaczy w świątyni buddyjskiej albo shinto. Młodzi Japończycy wybierają ceremonię pseudochrześcijańską. Kaplica udająca kościół, człowiek udający księdza, państwo młodzi udający wyznawców Chrystusa i rodzice udający, że im to wszystko pasuje. Dzięki uprzejmości Mieko-san, trafiliśmy na zaślubiny tradycyjne. Młoda w białym kimono, młody w hakamie, obrządek japoński.
Zdjęcia są tutaj:
http://picasaweb.google.pl/m.rybaltowski/178JaponiaJapoSkiLub
Jeszcze tego samego dnia uczestniczyliśmy w wyborach brazylijskiej Miss prefektury Shizuoka. Jedna z organizatorek poprosiła mnie nawet ażebym uczestniczył w pracach Jury ale ze względu na napięty harmonogram zajęć musiałem odmówić. Zdjęcia większości kandydatek są tutaj:
http://picasaweb.google.pl/m.rybaltowski/179JaponiaMissShizuoka01032008
Panów zachęcam do głosowania na swoją Miss w komentarzach tego wpisu.
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 24349
No więc dotarłem do tej Japonii. Przygody i spostrzeżenia moje i mojej rodziny. Może będą przydatne komuś, kto się tu będzie wybierał w przyszłości.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: